niedziela, 15 lipca 2012

l - my story - my life ♥

                                                                        * Lou *
- I raz, i dwa, i raz, i dwa- głos trenerki z kasety dźwięczał w moich uszach. Co jak co ładna była- blondynka, niebieskie duże oczy, zgrabne ciało, ahh, że tak powiem brałby. Robiąc skłon wypuściłam powietrze i zmęczona, wcisnęłam pauzę w pilocie. Bezsilnie opadłam na podłogę i przymknęłam oczy. Nie wiem ile tak leżałam, ale z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu - 21 guns- Green Day. Simon ? Tak, ten Simon. Simon Cowell.
- Tak ?- odebrałam połączenie.
- Cześć, Lou- przywitał mnie mocny głos Simon'a.
- Cześć, Simon, dawno nie dzwoniłeś- stwierdziłam. Usłyszałam głośny śmiech po drugiej stronie. Co go tak rozbawiło ?
- Stęskniłem się- zaśmiał się jeszcze dźwięczniej.
- HA, HA, HA, ale śmieszne- powiedziałam sarkastycznie do aparatu. A jakże, wiedział o mojej 'inności', ale zawsze musiał mnie wkurzyć.
- No więc, chciałem się zapytać kiedy byś miała czas na naszą randkę- zapytał i dalej chichotał.
- Simon- jęknęłam błagalnie.
- No, skarbie, przepraszam- powiedział przymilnym głosem.
- Powiedziałabym ci coś, ale nie chce byc niemiła- oznajmiłam bardzo spokojnym tonem.
- Okej, a wiec jutro zaczynasz próby z ludźmi , o 9 chce cie widzieć- poinformował juz swoim normalnym barytonem.
- Jasne, dobra, ja idę spać, tak też cie kocham, pa- powiedziałam i rozłączyłam się. Jeszcze bardziej wykończona tą rozmowa wzięłam szybki prysznic i wręcz rzuciłam się na łóżko.
                                                             * rano *
Wstałam o 7.30. A raczej zostałam brutalnie obudzona poprzez mój budzik.  Ubrałam sie w szare legginsy, białą bluzę, szare buty EMU i włozyłam słuchawki do uszu. Odkąd jestem w X-Factorze bardzo dobrze zarabniam. Nawet można powiedzieć, ze zajebiście. Luksusowe mieszkanie, iPhone, reszta dupereli... Zjechałam na dół windą i wsiadłam do taksówki, opuszczając swój apartamentowiec. 8.30- idealnie. Po 15 minutach byłam juz w studiu.
- Cześć, Bobby- przywitałam sie z ochroniarzem.
- Cześć, Lou- przyjaźnie się uśmiechnął i otworzył mi bramkę.
- dzieki, do potem- powiedziałam i pobiegłam do sali ćwiczeń. O boże, Simon. Znowu ta jego gadka...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz