sobota, 18 maja 2013

"Jestem Tom"


                                           *Lou*

Obudził mnie kosmyk włosów łaskoczący mnie po twarzy. Poskrobałam się w to miejsce i otworzyłam oczy. Koło mnie leżał Niall, a jego ręka była zarzucona przez mój bok. Znów poczułam ból. Zrobiłam coś przeciwko swojej woli, ale uszczęśliwiłam go. Cóż, było mi z tym źle, bo nie chciałam łamać swoich zasad, a przy tym robić mu jakąś nadzieję… W sumie, on powinien wiedzieć, ze to nic nie znaczy, bo przecież jestem l e s b i j k ą. 
Chłopak poruszył się i po chwili otworzył swoje niebieskie oczy. Uśmiechnęłam się lekko.
- Dzień dobry- powiedziałam próbując wstać.
- Dzień dobry- odpowiedział zachrypniętym głosem i pociągnął mnie za rękę. Upadłam na jego tors. 
- Hej! Nialler! Co ty robisz?- krzyknęłam próbując wyrwać się z uścisku. Chłopak pogładził mnie po włosach.
- A to… co było wczoraj?- zapytał patrząc mi prosto w oczy. Przeniosłam wzrok na okno. 
- Nialler, ja… Nie chciałam, żeby wczoraj to się wydarzyło, przepraszam. Wiesz, że jestem i n n a. To… nie powinno się nigdy wydarzyć- zagryzłam wargę, tak, ze spłynęła z niej krew, którą szybko wytarłam językiem. Wiedziałam. Wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam! Spojrzałam na jego twarz i widziałam ból. To wszystko przeze mnie!
- Idiotka- mruknęłam.
- Ehm… Louise, ja się będę już zbierał. Pewnie Simon zachodzi w głowę gdzie jestem, a po za tym dzisiaj występ- uśmiechnął się sztucznie i wyszedł poprzednio ubierając buty. Podbiegłam do okna i zobaczyłam jak chłopak wychodzi, a z jego policzka spływa łza.
- Horan, cioto, nigdy nie ufaj babom- usłyszałam, kiedy przechodził koło okna. 
Jęknęłam i zaczęłam histerycznie płakać. Dlaczego? Bo jestem cholerna egoistką! Jak zwykle krzywdzę innych, żeby mi było dobrze! Jak mogę taka być? Po co się urodziłam? Po co tu jestem? Ugh… Ale śmierć, to żadne wyjscie. Niestety. 
Otarłam łzy dłońmi i szybko wstałam spod okna. Wbiegłam do łazienki i weszłam do prysznica, po czym zasunęłam kabinę. Gorące krople wody zmywały ze mnie poczucie winny, które i tak po wyjściu z niego pozostało, lecz pozwoliło mi się to na chwilę odprężyć.
Z powodu dzisiejszego występu w X-Factor- tutaj westchnięcie- muszę się jakoś wystroić. To mój pierwszy rok tutaj, ale zdążyłam już przejść specjalny kurs, aby móc tam ‘’wystąpić’’. Jak się zachowywać, co nosić, co mówić, czego nie mówić, blablabla…
Weszłam do pokoju i zanurkowałam w szafie. Nie było trudno czegoś znaleźć, więc szybko wybrałam to: http://lp.hm.com/hmprod?set=key[source],value[/environment/2013/Q81_0008_021R_0.jpg]&set=key[rotate],value[-0.1]&set=key[width],value[4252]&set=key[height],value[4972]&set=key[x],value[474]&set=key[y],value[553]&set=key[type],value[FASHION_FRONT]&hmver=0&call=url[file:/product/large]
Było dosyć ekstrawaganckie, ponieważ przód góry był subtelnie przezroczysty. Ale o to w tym wszystkim chodzi. Aby ktoś zwrócił na ciebie uwagę. 
Wysuszyłam włosy zostawiając je dziś dla odmiany falowane. Zawsze prostowałam włosy, ale no cóż, dzisiaj taka okazja…Na czubek głowy nałożyłam beżową cieńką opaskę na gumce. Zrobiłam kreski na oczach, lecz bez wydłużonych końcówek, po prostu wzdłuż granicy powieki z rzęsami. A propos rzęs przejechałam kilkakrotnie po nich maskarą, a na usta nałożyłam szminkę w odcieniu nude. Na nogi włożyłam wysokie szpilki w tym samym kolorze zakończone szpicem. Na nadgarski włożyłam kilka bransoletek. Paznokcie, które były pomalowane na matowy czarny kolor i błyszczący u końców zostawiłam w nienaruszonym stanie. 
Przejrzałam się w lustrze.
- Jest okej- mruknęłam sama do siebie. Łapiąc małą torebeczkę na długim pasku z przygotowaną zawartością wyszłam z mieszkania. 
Dojechawszy do budynku, wysiadłam i skierowałam się do prywatnego wejścia dla personelu. Po drodze każdy robił mi zdjęcie, mimo że nie byłam żadną celebrytką. 
Chodziłam po przebieralniach i udzielałam wszystkim uczestnikom wskazówek. Ominęłam tylko jeden pokój. Pokój One Direction. Posłałam do nich Mirandę, aby mnie wyręczyła. 
Gdy program się zaczął siedziałam w wyznaczonym miejscu na backstage’u komentując do kamery każdy wystep, oczywiście pod względem choreografii. Potem dochodzili do mnie uczestnicy i musiałam ich wypytywać o różne rzeczy związane z układem. Nie powiem, lubiłam to, ale trzeba było duzo mówić i ciągle być pozytywnym. Uwierzcie, to naprawdę trudne. 
Nagle zobaczyłam jak do pomieszczenia, w którym przebywałam wchodzą chłopcy wraz z Lilly. Wygladała zjawiskowo, zreszta jak zwykle, ale to nie od niej nie mogłam oderwać wzroku. Jakiś chłopak, który wszedł za całą grupą zwrócił moją uwagę. Poczułam się jakby poraził mnie piorun. Było w nim cos, co mnie do niego ciągnęło. I ja sama chciałam być przy nim. Moje usta się rozchyliły, a oczy wytrzeszczyły. 
Niespodziewanie chłopak popatrzył na mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Cześć- powiedział lekko zachrypniętym głosem. Jego baryton zadźwięczał mi w uszach. 
- Cz-cześć- bąknęłam i czułam jak na moje policzki wylewają się rumience. Wyróżniał się na tle chłopców. Był… hm? Dojrzalszy. 
- Jestem Tom- wyciągnął do mnie dużą dłoń.
- Louise- powiedziałam cicho i podałam mu swoją- przy jego- małą rękę.
- Miło mi cię poznać- jeszcze raz uśmiechnął i odwrócił się do Lilly, która ciskała we mnie piorunami. Nie dosłownie, ale w jej oczach można było to wyczytać. Jeszcze bardziej się zarumieniłam. Ale tym razem ze smutku czy wstydu…
Kiedy chłopcy wyszli na scenę ktoś podszedł do mnie od tyłu i ścisnął za rękę.
- Au!- pisnęłam się odwróciłam.- Coś się stało, Lillianne?
- Co się stało? Zaraz powiem co się stało. Ty się stałaś! Co ty do cholery robisz?- krzyczała na mnie tak, abym ja słyszała, ale nikt inny.
- Co robię?- powiedziałam spuszczając głowę.
- Jeszcze się pytasz?- prychnęła.
- Skoro nie wiem to się pytam- mój ton glosu przybierał na sile.
- Nie udawaj głupiej. Po prostu zostaw Tom’a w spokoju, szmato- warknęła po czym odeszła.
Czy ona naprawdę powiedziała do mnie s z m a t o? Do moich oczu napłynęły łzy, ale nie pozwoliłam im spłynąć. Syknęłam i pokazałam jej środkowego palca. Zobaczyła to. Ha! Zobaczymy, kto będzie górą, s z m a t o!




"Tęskniłam"

                                           *Lilly*

  Otworzyłam oczy , budząc się .Wzięłam do rąk komórkę , była równa 11 .
-Cholera spóźnię się- powiedziałam do siebie wstając , za pół godziny miałam wizytę u lekarza.Super , podeszłam do szafy i wyjęłam z niej nową bieliznę,białą koszulkę i legginsy . Ubrawszy się w ciuchy poszłam umyć zęby i nałożyć lekki makijaż . Po 20 minutach byłam gotowa do wyjścia . Zeszłam na dół i szybko wypiłam sok zapominając o śniadaniu . Ubrałam buta na lewą nogę , a prawego schowałam do torebki ...
* * *
-To będzie bolało ? - zapytałam lekarza , który miał zamiar przeciąć mi gips
-Nie nie będzie-powiedział śmiejąc się pod nosem
Zamknęłam oczy zaciskając szczękę .
-Panno Walker ? - zapytał lekarz
-Tak ? - zapytałam otwierając jedno oko
-Może pani już iść-poinformował mnie ściągając jakieś dziwne rękawice
Otworzyłam oczy i spojrzałam na białą nogę . Fajnie . I jak ja mam teraz wrócić do mieszkania?
-Niech pani uważa jeszcze na kostkę , opuchlizna dalej jest , przepisze pani maści , i chodzenie na szpilkach na razie nie jest dobrym pomysłem , niech pani zadzwoni po kogoś z rodziny,znajomych - powiedział i poczułam jak moje oczy napełniają się łzami .Nie ,nie teraz .
-Dobrze-powiedziałam , biorąc od niego receptę i kierując się w stronę wyjścia już bez kul . Cholera to boli ! Usiadłam na krześle i zastanawiałam się do kogo zadzwonić . 
-Pieprzyć to-powiedziałam do siebie w myśli i wyszłam z izby przyjęć . Skierowałam się w stronę metra . Serio to wyglądało dziwnie . Dziewczyna z białą nogą , ze szpilkami , i spuchniętą kostką.Super.Po przejechaniu 6 stacji wyszłam z metra i poszłam do taksówki . Po 20 minutach byłam w mieszkaniu.
Dziś jest sobota , a wiecie co to oznacza? X-FACTOR .
Z rozmyśleń w co się ubrać wyrwał mnie dzwonek do drzwi , zbiegłam ze schodów , mogłam już sobie na to pozwolić , bo nie miałam gipsu , bolało , ale tylko troszkę .Otworzyłam drzwi i ...
Wytrzeszczyłam oczy i rzuciwszy się mu w ramiona oplotłam go nogami .
-AAA TĘSKNIŁAM - powtarzałam w kółko przytulając go. Kogo ? Tom'a 
-Też tęskniłem i to nie wiesz jak bardzo!-powiedział wchodząc ze mną do mieszkania.
Łzy poleciały mi z oczu , ale tym razem ze szczęścia .
-Zmieniłeś się - powiedziałam wplatając palce w jego włosy 
-Ty też-powiedział , lekko się uśmiechając.
Zeszłam "z niego" i zamknęłam drzwi.
-Zmieniło się tu -powiedział siadając na kanapie
-Taak wiem - wyszeptałam siadając mu na kolanach.
Mimo , że się tylko przyjaźniliśmy , czasem zachowywaliśmy się jak para , dosłownie .
-Muszę Ci coś powiedzieć-zaczął , uśmiechnęłam się szeroko dając mu znak by kontynuował
-Wiesz,wiele się u mnie zmieniło , jestem modelem , mam dziewczynę i mam też niespodziankę dla Ciebie - powiedział sięgając po pudełeczko do marynarki.
-Jesteś modelem ? naprawdę ? i eee masz dziewczynę?-mówiłam nie dowierzając . Ma dziewczynę? , okej to normalne ,ale te słowa troszkę zabolały,nie mam pojęcia dlaczego.
-Chciałem Ci to powiedzieć, ale nie przez telefon , więc zdecydowałem ,że przylecę na kilka dni - powiedział wkładając w moje dłonie pudełeczko.
Otworzyłam je i co ujrzałam ? śliczną bransoletkę ze srebra , do niej przywieszone było 5 zawieszek, na których były wyryte napisy , które wiele dla mnie znaczyły .
Uścisnęłam go jak tylko mocno mogłam i pocałowałam w policzek
-Nie musisz dziękować-szepnął mi do ucha .
-Kocham Cię - powiedziałam patrząc w jego czekoladowe oczy .
-Ja Ciebie też , ale to jeszcze nie koniec niespodzianek - powiedział a na jego ustach wymalował się szeroki uśmiech
-Że niby co ? - zapytałam zapinając bransoletkę .
-Ale to dopiero wieczorem-odpowiedział .
-Dziś wieczorem jest X-FACTOR , pójdziesz ze mną?-zapytałam wstając z niego i kierując się do kuchni
-Że co ? -zapytał idąc za mną
* * *
Po 2 godzinach opowiadaniu mu o X-FACTOR i o tym co wydarzyło się ostatnio w moim życiu , zdecydowałam , że pora się już ubierać . Tom zgodził się , by pójść ze mną . 
-Ja idę wziąść prysznic - poinformowałam go wchodząc na górę
-Okej , a ja jadę do hotelu , wiesz przygotować się - powiedział
-CO ? W HOTELU?-zapytałam zatrzymując się
-No tak-odpowiedział
-Po co jechałeś do hotelu wiedząc,że możesz u mnie zostać?-mówiłam
-No dobrze,po show ,pojedziemy do hotelu po moje rzeczy ,okej?-zapytał
Nic nie odpowiedziałam , uśmiechnęłam się i poszłam pod prysznic

piątek, 10 maja 2013

"W imię przyjaźni"


                                             *Lou*

  Kiedy Lilly odeszła ruszyłam z Simon’em na parking. Wiedziałam, że skłamała. I nic mi nie powinno być do tego. 
Westchnęłam i wsiadłam do Range Rover’a Simon’a. On jak zwykle zaczął mnie denerwować, ale ja ignorowałam jego kąśliwe uwagi.
- Louise, chcesz wziąć wolne z powodu swojej…hm? Choroby?- zapytał poważnie.
- Nie, dlaczego pytasz?- szybko odpowiedziałam.
- Bo nie wyglądasz za dobrze, a po za tym nie chcę, żebyś się przemęczała i znów wywinęła nam taki numer- uśmiechnął się jednym kącikiem. 
- Spokojnie, nic mi nie będzie. Muszę tylko brać…a zresztą znając ciebie sam rozmawiałeś z lekarzem- dokończyłam z grymasem na twarzy. Wiem, że jest moim opiekunem, ale jestem już na tyle duża, żeby o siebie zadbać sama. S a m a. 
Położyłam stopy tuż przy szybie, na co Cowell spojrzał krytycznie. Mentalnie się zaśmiałam, a na zewnątrz tylko wzruszyłam ramionami. Pokręcił z niedowierzaniem głową i sapnął. 
Zanim dojechaliśmy do mojego mieszkania zahaczyliśmy o McSyfa. Zamówiłam McWrapp’a i duże frytki, oraz sok pomarańczowy. Szczerze, nie najem się, ale zawsze dobre coś niż nic. 
- Zaraz wracam, idę do toalety- powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi z panią w sukience. 
Gdy już załatwiłam swą potrzebę fizjologiczną, wyszłam z łazienki wycierając ręce o spodnie. 
Nagle poczułam czyjeś wargi na swojej szyi. Duże, ciepłe, mokre wargi. Ktoś przejechał nimi po moim kark, przyprawiając mnie o dreszcze.
- Kogo ja tu widzę?- usłyszałam cichy pomruk. Jęknęłam z przerażenia niezdolna się ruszyć choćby o milimetr. 
- Mnie?- wycharczałam cicho trzęsąc się ze strachu. Nogi miałam wrośnięte w ziemię, za co się przeklinałam w duchu. 
Mój ‘’towarzysz’’ zaśmiał się gardłowo i położył ręce na moich biodrach.
- Zostaw mnie- pisnęłam. Przed moimi oczami pojawiła się scena sprzed dwóch lat. Do oczu napłynęły mi łzy.
- Nic ci nie zrobię- mruknął ktoś. – Chyba.
-Chyba, to wielka ryba- mruknęłam zgryźliwie, mimo wciąż narastającemu strachu. 
- A ty jesteś taka mała- czułam jak się uśmiechał. Przed oczami nadal miałam tamten dzień… tamtą noc. Pokonałam strach i mocno wbiłam mu łokieć w żebro. 
Pobiegłam szybko do Simon’a nie odwracając się. Nie chciałam widzieć jego. Cóż i tak bym pewnie nie widziała przez łzy spływające z moich oczu. 
- Louise? Co się stało?- szybko podniósł się z siedzenia i rozglądnął na około.
- Nie ważne, chodźmy stąd. Proszę- szepnęłam pociągając nosem.
Bez słowa otoczył mnie ramieniem i wyprowadził z lokalu. 
- Louise, do cholery co się stało?- potrząsnął moimi ramionami. 
- Przecież ci do kurwy nędzy ci powiedziałam, że nic!- krzyknęłam waląc pięściami w jego tors. 
- Martwię się o ciebie- przytulił mnie do siebie. Na początku się opierałam, ale potem wtuliłam się w jego klatkę piersiową. 
- Nie musisz, umiem o siebie sama zadbać- powiedziałam szeptem. 
- Wątpię, po tym co widziałem.
- To już twój problem…
- Louise, jestem twoim opiekunem! Twoim wujkiem! Musisz mi ufać!
Znów się rozpłakałam. Jak zwykle. Jestem głupia!
  
                                                *   *   *
  Gdy Simon pojechał do swojego mieszkania, zostałam sama w pustym domu. Działało to na mnie przygnębiająco. Snułam się z kąta w kąt bez żadnego celu. W końcu zaparzywszy sobie gorącej czekolady położyłam się na pół leżąco na kanapie i przykryłam się kocem włączywszy telewizor. Leciała jakaś bezsensowna telenowela. Ugh. Zaczęłam się wkręcać, mimo, że było to cholernie przesłodzone i nudne. 
- Jesteś ślepa?! Rzuć go- krzyczałam do ekranu telewizora.- Idiotka. 
   
                                               *   *   *
Obudził mnie dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek- 23.05. Kimkolwiek ta osoba była miała świetne wyczucie czasu.
- A może to Lilly?- pojawiająca się myśl w mojej głowie od razu zerwała mnie na nogi i pobiegłam otworzyć drzwi. 
  Kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam postac z niebieskimi oczami. Tyle że to był mężczyzna. Mężczyzna, którego znałam. Niall. Dziwny Niall. 
- Przenocujesz mnie?- walnął prosto z mostu.
- Co?- powiedziałam zaskoczona. 
- Przenocujesz mnie?- powtórzył patrząc w podłogę. 
- Coś się stało?- zapytałam go schylając się, żeby zobaczyć mu w oczy.
- A miało?- zapytał siląc się na obojętność. 
- Niall- spojrzałam na niego stanowczo.
- Nic się nie stało- powiedział przed zaciśnięte zęby.
  Z racji tego, że wciąż staliśmy w progu moich drzwi, otworzyłam je szerzej, aby chłopak mógł wejść. 
  Pokierowałam go do salonu i poszłam do kuchni zaparzyć herbaty. Kiedy wróciłam zastałam go zamyslonego.
- Wiesz, ze możesz mi powiedzieć wszystko- powiedziałam martwiąc się o niego. 
- Jasne- mruknął i poklepał miejsce koło siebie. 
  Usiadłam i spojrzałam na niego. Gołym okiem było widac, ze coś go dręczyło. W pewnej chwili zobaczyłam łzę płynaca po jego policzku. Moje serce pękło. Przepis na złamane serce: zobaczyć płaczącego Niall’a.
- Hej, Niall! Co się stało?- zapytałam się lekko ścierając mu łzy z policzków. 
 Chłopak nic nie odpowiedziawszy wtulił się we mnie zagłębiając twarz we włosy. Czułam jego łzy na swojej szyi, na ubraniu. Pocierałam wolno jego plecy, a drugą ręka obejmowałam go w pasie. 
- Niall, Nialler- szeptałam. 
- Nic nie mów, tylko mnie przytul, proszę- powiedział zachrypniętym głosem. 
Spełniłam jego prośbę wkładając ręce pod jego pachami i kładąc dłonie na jego karku, a on po prostu objał mnie ramionami mocno ściskając. 
- Tylko na ciebie mogę liczyc- wyszeptał mi do ucha. Przeszły mnie ciarki. 
- Niall, nie mów tak. Przecież masz swoja rodzinę- również szepnęłam pokrzepiającym tonem. 
- Oni to co innego- mruknął.
- A ja to co?- spojrzałam w jego oczy pytająco lekko się odsuwając.
- Ty… jestes kimś innym, kimś ważnym- powiedział przygryzając wnetrze swojego policzka.
- A oni nie są ważni?- uniosłam brew.
- Są, ale w innym sensie. Z nimi żyje od 16 lat, a ciebie nie dawno poznałem, niewiele o mnie wiesz, ale zawsze masz na mnie jakiś sposób. A  teraz potrzebuje bliskości- wytłumaczył zaciskając wargi w jedną linię. 
Bliskość. On potrzebuje bliskości. Tego, czego ja się boję najbardziej. Bliskości, przywiązania. Ale co zrobic, kiedy twoja bliska osoba tego potrzebuje? Przeciez ja go nie mogę zawieść! Sam powiedział, że może na mnie liczyć, więc… Ugh! Nie chcę tego, ale muszę. W imię przyjaźni.
  Skończywszy swój proces myślowy, pzysunełam się do niego i musnęłam jego usta. Już tego żałowałam, ale musiałam. Pogłębiając nasz pocałunek coraz bardziej cierpiałam, ale czułam, ze on  jest coraz bardziej szczęśliwy. A to przeciez o to chodziło, prawda? Kiedy do gry dołączyły nasze jezyki byłam już u kresu wtrzymałosci. Okej, było mi dobrze, ale po pierwsze wolę d z i e w c z y n y! Po drugie jesteśmy p r z y j a c i ó ł m i. Po trzecie teraz jest dobrze, ale ja go ranię i tym samym siebie.
  Coraz bardziej się wczuwaliśmy i posuwaliśmy na przód, a w mojej głowie tkwiła tylko jedna mysl.
- W imię przyjaźni.
wyszło coś kompletnie innego niż napisałam na początku, ale jakoś poszło.... toche tego napisałam, ale jest słaby  
Kiedy Lilly odeszła ruszyłam z Simon’em na parking. Wiedziałam, że skłamała. I nic mi nie powinno być do tego. 
Westchnęłam i wsiadłam do Range Rover’a Simon’a. On jak zwykle zaczął mnie denerwować, ale ja ignorowałam jego kąśliwe uwagi.
- Louise, chcesz wziąć wolne z powodu swojej…hm? Choroby?- zapytał poważnie.
- Nie, dlaczego pytasz?- szybko odpowiedziałam.
- Bo nie wyglądasz za dobrze, a po za tym nie chcę, żebyś się przemęczała i znów wywinęła nam taki numer- uśmiechnął się jednym kącikiem. 
- Spokojnie, nic mi nie będzie. Muszę tylko brać…a zresztą znając ciebie sam rozmawiałeś z lekarzem- dokończyłam z grymasem na twarzy. Wiem, że jest moim opiekunem, ale jestem już na tyle duża, żeby o siebie zadbać sama. S a m a. 
Położyłam stopy tuż przy szybie, na co Cowell spojrzał krytycznie. Mentalnie się zaśmiałam, a na zewnątrz tylko wzruszyłam ramionami. Pokręcił z niedowierzaniem głową i sapnął. 
Zanim dojechaliśmy do mojego mieszkania zahaczyliśmy o McSyfa. Zamówiłam McWrapp’a i duże frytki, oraz sok pomarańczowy. Szczerze, nie najem się, ale zawsze dobre coś niż nic. 
- Zaraz wracam, idę do toalety- powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi z panią w sukience. 
Gdy już załatwiłam swą potrzebę fizjologiczną, wyszłam z łazienki wycierając ręce o spodnie. 
Nagle poczułam czyjeś wargi na swojej szyi. Duże, ciepłe, mokre wargi. Ktoś przejechał nimi po moim kark, przyprawiając mnie o dreszcze.
- Kogo ja tu widzę?- usłyszałam cichy pomruk. Jęknęłam z przerażenia niezdolna się ruszyć choćby o milimetr. 
- Mnie?- wycharczałam cicho trzęsąc się ze strachu. Nogi miałam wrośnięte w ziemię, za co się przeklinałam w duchu. 
Mój ‘’towarzysz’’ zaśmiał się gardłowo i położył ręce na moich biodrach.
- Zostaw mnie- pisnęłam. Przed moimi oczami pojawiła się scena sprzed dwóch lat. Do oczu napłynęły mi łzy.
- Nic ci nie zrobię- mruknął ktoś. – Chyba.
-Chyba, to wielka ryba- mruknęłam zgryźliwie, mimo wciąż narastającemu strachu. 
- A ty jesteś taka mała- czułam jak się uśmiechał. Przed oczami nadal miałam tamten dzień… tamtą noc. Pokonałam strach i mocno wbiłam mu łokieć w żebro. 
Pobiegłam szybko do Simon’a nie odwracając się. Nie chciałam widzieć jego. Cóż i tak bym pewnie nie widziała przez łzy spływające z moich oczu. 
- Louise? Co się stało?- szybko podniósł się z siedzenia i rozglądnął na około.
- Nie ważne, chodźmy stąd. Proszę- szepnęłam pociągając nosem.
Bez słowa otoczył mnie ramieniem i wyprowadził z lokalu. 
- Louise, do cholery co się stało?- potrząsnął moimi ramionami. 
- Przecież ci do kurwy nędzy ci powiedziałam, że nic!- krzyknęłam waląc pięściami w jego tors. 
- Martwię się o ciebie- przytulił mnie do siebie. Na początku się opierałam, ale potem wtuliłam się w jego klatkę piersiową. 
- Nie musisz, umiem o siebie sama zadbać- powiedziałam szeptem. 
- Wątpię, po tym co widziałem.
- To już twój problem…
- Louise, jestem twoim opiekunem! Twoim wujkiem! Musisz mi ufać!
Znów się rozpłakałam. Jak zwykle. Jestem głupia!
  
                                                *   *   *
  Gdy Simon pojechał do swojego mieszkania, zostałam sama w pustym domu. Działało to na mnie przygnębiająco. Snułam się z kąta w kąt bez żadnego celu. W końcu zaparzywszy sobie gorącej czekolady położyłam się na pół leżąco na kanapie i przykryłam się kocem włączywszy telewizor. Leciała jakaś bezsensowna telenowela. Ugh. Zaczęłam się wkręcać, mimo, że było to cholernie przesłodzone i nudne. 
- Jesteś ślepa?! Rzuć go- krzyczałam do ekranu telewizora.- Idiotka. 
   
                                               *   *   *
Obudził mnie dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek- 23.05. Kimkolwiek ta osoba była miała świetne wyczucie czasu.
- A może to Lilly?- pojawiająca się myśl w mojej głowie od razu zerwała mnie na nogi i pobiegłam otworzyć drzwi. 
  Kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam postac z niebieskimi oczami. Tyle że to był mężczyzna. Mężczyzna, którego znałam. Niall. Dziwny Niall. 
- Przenocujesz mnie?- walnął prosto z mostu.
- Co?- powiedziałam zaskoczona. 
- Przenocujesz mnie?- powtórzył patrząc w podłogę. 
- Coś się stało?- zapytałam go schylając się, żeby zobaczyć mu w oczy.
- A miało?- zapytał siląc się na obojętność. 
- Niall- spojrzałam na niego stanowczo.
- Nic się nie stało- powiedział przed zaciśnięte zęby.
  Z racji tego, że wciąż staliśmy w progu moich drzwi, otworzyłam je szerzej, aby chłopak mógł wejść. 
  Pokierowałam go do salonu i poszłam do kuchni zaparzyć herbaty. Kiedy wróciłam zastałam go zamyslonego.
- Wiesz, ze możesz mi powiedzieć wszystko- powiedziałam martwiąc się o niego. 
- Jasne- mruknął i poklepał miejsce koło siebie. 
  Usiadłam i spojrzałam na niego. Gołym okiem było widac, ze coś go dręczyło. W pewnej chwili zobaczyłam łzę płynaca po jego policzku. Moje serce pękło. Przepis na złamane serce: zobaczyć płaczącego Niall’a.
- Hej, Niall! Co się stało?- zapytałam się lekko ścierając mu łzy z policzków. 
 Chłopak nic nie odpowiedziawszy wtulił się we mnie zagłębiając twarz we włosy. Czułam jego łzy na swojej szyi, na ubraniu. Pocierałam wolno jego plecy, a drugą ręka obejmowałam go w pasie. 
- Niall, Nialler- szeptałam. 
- Nic nie mów, tylko mnie przytul, proszę- powiedział zachrypniętym głosem. 
Spełniłam jego prośbę wkładając ręce pod jego pachami i kładąc dłonie na jego karku, a on po prostu objał mnie ramionami mocno ściskając. 
- Tylko na ciebie mogę liczyc- wyszeptał mi do ucha. Przeszły mnie ciarki. 
- Niall, nie mów tak. Przecież masz swoja rodzinę- również szepnęłam pokrzepiającym tonem. 
- Oni to co innego- mruknął.
- A ja to co?- spojrzałam w jego oczy pytająco lekko się odsuwając.
- Ty… jestes kimś innym, kimś ważnym- powiedział przygryzając wnetrze swojego policzka.
- A oni nie są ważni?- uniosłam brew.
- Są, ale w innym sensie. Z nimi żyje od 16 lat, a ciebie nie dawno poznałem, niewiele o mnie wiesz, ale zawsze masz na mnie jakiś sposób. A  teraz potrzebuje bliskości- wytłumaczył zaciskając wargi w jedną linię. 
Bliskość. On potrzebuje bliskości. Tego, czego ja się boję najbardziej. Bliskości, przywiązania. Ale co zrobic, kiedy twoja bliska osoba tego potrzebuje? Przeciez ja go nie mogę zawieść! Sam powiedział, że może na mnie liczyć, więc… Ugh! Nie chcę tego, ale muszę. W imię przyjaźni.
  Skończywszy swój proces myślowy, pzysunełam się do niego i musnęłam jego usta. Już tego żałowałam, ale musiałam. Pogłębiając nasz pocałunek coraz bardziej cierpiałam, ale czułam, ze on  jest coraz bardziej szczęśliwy. A to przeciez o to chodziło, prawda? Kiedy do gry dołączyły nasze jezyki byłam już u kresu wtrzymałosci. Okej, było mi dobrze, ale po pierwsze wolę d z i e w c z y n y! Po drugie jesteśmy p r z y j a c i ó ł m i. Po trzecie teraz jest dobrze, ale ja go ranię i tym samym siebie.
  Coraz bardziej się wczuwaliśmy i posuwaliśmy na przód, a w mojej głowie tkwiła tylko jedna mysl.
- W imię przyjaźni.

sobota, 4 maja 2013

"Wyciąg głowę spod kołdry"

      Wychodząc z sali , wpadłam na pomysł by pójść do Ann , nie było to daleko , tylko parę kroków .
-Ja idę - powiedziałam krótko z uśmiechem na twarzy
-Gdzie?-zapytał Liam wstając z krzesła
-Eeem , nieważne - powiedziałam łamiącym się głosem
-Jak chcesz-powiedział Liam .
-To pa - powiedziałam żegnając się z nimi uściskiem .
Na dworze padało , na szczęście nie miałam daleko do szpitala , tylko kilka kroków . Jednak nim poszłam do szpitala , wstąpiłam do kwiaciarni . Kupiłam białą różę . Takie Ann najbardziej lubiła .
Po chwili szłam dobrze znaną mi drogą do sali w której była Ann . Szybkim i zdecydowanym ruchem otworzyłam drzwi . Łza zakręciła mi się w oku na widok najlepszej przyjaciółki . Zamknęłam drzwi i usiadłam na krześle obok łóżka na którym leżała . Wzięłam jej dłoń w swoją i mocno ścisnęłam . 
-Tęsknię-szepnęłam , a z moich oczu popłynęły łzy . Za każdym razem gdy ją odwiedzam mam nadzieję,że otworzy oczy , że da jakiś znak .
-Kupiłam Ci różę ..-powiedziałam szlochając . Czekałam na jej odpowiedź , chociaż tak naprawdę , wiedziałam , że to niemożliwe .
-Cholera Ann , otwórz te oczy , powiedz coś , cokolwiek , obudź się - szeptałam  nadal płacząc . Płacz nasilał się z każdą sekundą coraz bardziej . 
-Przepraszam - mówiłam ...
  Siedziałam tak "rozmawiając" z nią kilka godzin . Kompletnie straciłam poczucie czasu ..
-Muszę iść , przyjdę niedługo , Kocham Cię - powiedziałam całując ją w policzek i przytulając . 
Wychodząc z budynku o kulach, ujrzałam Lou z Simonem. Tylko tego brakowało . Tych pytań dlaczego płaczę itp . Nie no super . Szybkim ruchem starłam łzy i wyszłam jej na przeciw .
-Hej , przepraszam , że poszłam , ale musiałam załatwić - zaczęłam
-Nie musisz się tłumaczyć , nie płacz - powiedziała Lou przytulając mnie . Odwzajemniłam uścisk . Potrzebowałam tego . 
-No już dość tych czułości - powiedział Simon 
Zaśmiałam się pod nosem . 
-Gdzie idziesz?-zapytała Lou odrywając się ode mnie
-Ee do znajomej - skłamałam
Lou i Simon nic nie powiedzieli , po prostu się uśmiechnęli . 
-To pa - powiedziałam i odeszłam . No właśnie gdzie ja idę ?! 
                                                  *   *   *
Gdy wróciłam do mieszkania było po 18;00 . Zmęczona całym dniem usiadłam na fotelu w salonie . Dlaczego zmęczona ? to chyba przez ten głupi gips . Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Grace . 
Grace jest moją biologiczną siostrą , ma 23 lata i mieszka we Francji .
-Halo ? - odezwał się głos po drugiej stronie 
-Cześć Grace - powiedziałam i na mojej twarzy wymalował się uśmiech . Mimo , że się często z nią kłóciłam , uwielbiałam z nią rozmawiać .
-O hej Lill , co tam u Ciebie ? dawno nie dzwoniłaś - powiedziała Grace . 
-A wszystko w porządku oprócz tego , że mam skręconą kostkę i gips na nodze , a nie dzwoniłam bo jakoś czasu nie było - poinformowałam ją .
Plotkowałyśmy jakieś dobre pół godziny po czym Grace przeszła na nie mój ulubiony temat . 
-Znalazłaś jakąś pracę ? - zapytała
-Em nie , nie chcę na razie pracować-powiedziałam i mogłam sobie wyobrazić , że właśnie w tym momencie siostra wywróciła oczami .
-Ale musisz ! wiesz  ,że nie będę Ci już do końca życia wysyłać pieniędzy - powiedziała .
-Chcę iść na studia - krzyknęłam do telefonu 
-Nie krzycz , dobrze wiem o tym , ale znajdź sobie też pracę! Studia zaczniesz ale dopiero za rok bo wiesz , że poszłaś rok wcześniej do szkoły i osoby na studiach przynajmniej większość ma 19 lat . - powiedziała 
-No i co z tego ? No właśnie większość - zapytałam
-Opłacę Ci studia , ale dopiero za rok , najpierw znajdź sobie gdzieś pracę , Lill proszę Cię - mówiła
-Dobrze , daj mi jakiś tydzień-powiedziałam
-Okej , masz jakiś tydzień , ja już muszę kończyć , pa , Kocham Cię-powiedziała z zadowoleniem 
-Też Cię kocham , pa - szepnęłam i rozłączyłam  się . 
Eh , praca ?! nie no nie ! ja chcę na studia najpierw , chcę być lekarzem ! To moje marzenie od dzieciństwa . Z biologii i chemii zawsze miałam same 6 i 5 .
Muszę wytrzymać jeszcze rok . UGH ! Dam radę . 
Znudzona oglądałam telewizję i siedziałam na fb i tt . Nic ciekawego .
Patrzyłam na gips i nie mogłam doczekać się jutra , aż mi go zdejmą . 
Było po 20 gdy zdecydowałam , że pora zjeść kolację , umyć się i pójść spać .
Po zjedzeniu kolacji i kąpieli położyłam się w łóżku , włączyłam muzykę i zaspałam.
-kto tam jest ? - zapytałam wstając z łóżka . Odpowiadały mi tylko otwierające i zamykając się wszędzie drzwi i okna . Przerażona zobaczyłam czarne cienie zbliżające się do mnie . 
-AAAAAAAAAA ! -krzyknęłam budząc się z koszmaru . Przestraszona schowałam głowę pod kołdrę . I to jest właśnie minus mieszkania samemu . Jeśli masz koszmar nikt do Ciebie nie przyjdzie i nie powie , że to tylko sen , że wszystko jest okej . Wysunęłam głowę spod kołdry i rozejrzałam się po pokoju . Pusto , żadnych cieni , żadnych dziwnych odgłosów . Pomimo tego , bardzo się bałam . Nagle usłyszałam czyjeś kroki . Dochodziły ze schodów . Szybko schowałam głowę pod kołdrę . Mój oddech był nierówny . Szybko sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Liam'a . A co jeśli go obudzę ?! Już po 2 sygnale odebrał . 
-Liam proszę , przyjedź do mnie  , ktoś jest w moim mieszkaniu-powiedziałam jak najciszej się dało .
-Em , Lilly wiesz ,że ja mieszkam w Wolverhamptom ?-zapytał Liam 
-Co ja mam zrobić?-zapytałam przerażona . 
-O jejku , masz szczęście , że czekam dopiero na autobus , który właśnie jedzie , okej , przyjdę , będę za jakieś 10 minut-powiedział i się rozłączył . 
Odetchnęłam z ulgą . Kroki nie ucichły . Po 10 minutach usłyszałam jak ktoś zatrzaskuje drzwi na dole . Oby to był Liam , błagam . 
-yym Lilly ? - zapytał jakiś głos wchodząc do mojego pokoju
-Liam ? -zapytałam niepewnie
-Tak , wyciąg głowę spod kołdry-szepnął
-Ale zaświeć światło-powiedziałam
Liam na moją prośbę zaświecił lampkę . 
Powoli wysunęłam głowę spod kołdry i ujrzałam Liam'a .
-Nikogo tu nie ma - powiedział siadając na skraju łóżka . 
-Jak to nie ? słyszysz to ? - zapytałam uciszając go
-Jezu Lilly to tylko zegar ! - powiedział wybuchając śmiechem
-Wcale , że nie ! - krzyknęłam
-Oj tak -mówił dalej się śmiejąc 
-GŁUPEK-krzyknęłam rzucając w niego poduszką
-Kogo tak nazywasz?-powiedział odrzucając poduszkę
-Ciebie - powiedziałam i wybuchłam śmiechem
-Hmm to nie ja nie odróżniam tykania zegara od czyichś kroków-szepnął
-Przepraszam,że Cię tu ściągnęłam , jeśli chcesz możesz zostać -również szepnęłam
-Został bym , ale muszę wracać , za 20 minut mam ostatni autobus , dokładnie o 23;40 . - powiedział wstając
-Jak chcesz , zamkniesz drzwi jak będziesz wychodził na klucz ? - powiedziałam i sięgnęłam po zapasowe klucze
-Hm okej , jutro Ci oddam - powiedział gasząc lampkę.
-Dziękuję - powiedziałam , przytulając go . Minęło jakieś 5 minut gdy nagle ..
-Lilly puścisz mnie ? -zapytał śmiejąc się
-O jezu , przepraszam - odpowiedziałam również się śmiejąc
-Nie bój się , nikogo tu nie ma - powtórzył swoje słowa i wyszedł . 
-Ale ja jestem głupia!-powiedziałam do siebie i zaśmiałam się, gdy usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi . Zamknęłam oczy i szybko zasnęłam 









piątek, 3 maja 2013

"Nie rozumiem"

  Obudziłam się jak zwykle niewypoczęta. Nie przytomna poszłam do łazienki, a to co zobaczyłam w lustrze wywołało mój krzyk. 
-Cholera- mruknęłam zamykając oczy i pocierając dłońmi po pulsujących skroniach. 
  Wyglądałam strasznie. Moje włosy były rozczochrane, twarz w rozmazanym makijażu, oczy podkrążone, a usta spierzchnięte. Natychmiast poszłam pod prysznic i pod wpływem gorących kropli spływających po moim ciele się odprężyłam. Po długiej kąpieli wysuszyłam włosy i zrobiłam lekki, ale kryjący makijaż.
  Po porannych czynnościach wybrałam ubrania tj. czarne legginsy, bluzę z napisami i vansy tego samego koloru. Strój odzwierciedla mój dzisiejszy nastrój. Bez śniadania wyszłam z domu i skierowałam się do siedziby X-Factor. 
                                                   *     *    *
  Zwoławszy wszystkich uczestników puściłam muzykę i zaczęłam tańczyć nowy układ . Ku mojemu zdziwieniu nie było piątki moich ''kumpli''. No cóż... nie będę się miała na kim wyżywać. Jaka szkoda...
  Skupiwszy się na rytmie oddałam się muzyce. Mimo, ze nieliczna grupa osób ćwiczyła wraz ze mną, nie przejmowałam się tym. Miałam dziś dziwny humor.
   W pewnym momencie zrobiło mi się słabo i ciemno przed oczami. Zaczęłam kręcić się wokół własnej osi w amoku i niespodziewanie upadłam. Potem nastąpiła tylko ciemność.
                                                                *Lilly*
Była godzina 9:00 , zmachani siedzieliśmy w metrze . Musieliśmy biec , no cóż poranny jogging jeszcze nikomu nie zaszkodził .
-Lou nas zabije-powiedział Louis kasując bilet
-Spokojnie-powiedział Niall
Po 20 minutach wysiedliśmy na stacji i doszliśmy do budynku . Wchodząc zauważyliśmy jak pogotowie wynosi kogoś na noszach
-Ou , niefajnie-powiedział Harry
-Chwileczkę to przecież Lou ! - krzyknął Niall podbiegając bliżej .
-Niemożliwe-szepnęłam i pobiegłam za Niall'em
-Co się stało ? Lou ? - pytał zmieszany Niall . Co jak co , ale było widać , że się martwił
-Lou zemdlała podczas zajęć , spokojnie - odpowiedział Simon uspokajając Niall'a .
-Ja chcę z nią jechać ! - krzyczał .
-Jezu , spokojnie , okej ? - powiedziałam i złapałam go za ramię .
-Nie możesz ani nikt z was jechać , już na próbę , jutro jest show ! - krzyknął Simon zaganiając nas do środka
-Później do niej pojedziemy , nie martw się , to pewnie z przemęczenia - powiedziałam przytulając zmartwionego Niall'a .
-Dziękuję - powiedział .
Po chwili udaliśmy się wszyscy do "hali" . Próba była po prostu SUPER ! Jak nigdy , byłam z nich bardzo zadowolona , po próbie tak jak obiecałam Niall'owi udaliśmy się wszyscy do szpitala .
                                               *Louise*
  -Halo?Proszę pani ? Proszę nie zamykać oczu-wołał do mnie jakiś głos,ale nie byłam w stanie stwierdzić do kogo on należał , ponieważ obraz przed moimi oczami był zamazany . Głos rozchodził się echem w mojej głowie,co przyprawiało mi ból.
Cóż i znów straciłam przytomność.
-Lou?Nie śpisz już ? - zapytał jakiś męski głos . Spróbowałam otworzyć oczy,lecz znów obraz był rozmyty.Mrugnęłam kilka razy aby nabrać ostrości i ujrzałam przed sobą całą piątkę i Lilly . Super . Zapewne wyglądam jak siedem nieszczęść ,a oni mnie akurat teraz musieli odwiedzić . Próbowałam im pomachać,ale poczułam ostry ból w barku.Jęknęłam , a na mojej twarzy pojawił się grymas.
-Wszystko ok ? - zapytał Liam
-Tak?- odpowiedziałam niepewnie 
-Powiesz nam co się stało?-zapytał Louis
-Ee...w sumie to nie wiem - uśmiechnęłam się krzywo
-Podobno zemdlałaś-wtrącił się Zayn z drętwą miną
-Ta...
Przerywając krępującą ciszę do sali,w której leżałam wszedł lekarz.Spojrzał na tabelkę przed moim łóżkiem i podszedł do mnie .
-Zdiagnozowano u pani chorobę-powiedział spokojnie . Chwileczkę!Jaką znów chorobę?Po po prostu zemdlałam...
-Słucham?-spojrzałam zdezorientowana za jego plecami na pozostałych w pomieszczeniu.Lekarz również się odwrócił.
-ach,no tak...-mruknął i zwrócił się do nich.
-Czy moglibyście opuścić tymczasowo salę?
Wszyscy , którzy moim zdaniem nie byli tu potrzebni wyszli i stanęli na korytarzu.
-No więc , zdiagnozowano u pani anemię,lecz jest to powszechna choroba i można ją wyleczyć-po jego ostatnich słowach odetchnęłam z ulgą.
-Jak długo trwa leczenie?-spytałam cicho
-Zależnie od organizmu , wystarczy jeśli będzie pani przyjmować żelazo , najlepiej w formie tabletek,na które dostanie pani receptę przy wypisie-poinformował mnie doktor z ciepłym uśmiechem
-Och,dziękuję-mruknęłam i pogrążyłam się w myślach.Anemia?Przecież uprawiam sport,w miarę dobrze się odżywiam,nie rozumiem...